STRONA GŁÓWNA
O NAS
KALENDARIUM
SŁOWNIK MIEJSCOWOŚCI
SŁOWNIK DLA KOLEKCJONERÓW
GRUBY ZWIERZ
POMORZE 1945
KONTAKT
zamek
GRUBY ZWIERZ    
Weteran spod Studzianek
Piotr

17 stycznia 1945 roku około godziny 04:00 nad ranem niemiecki posterunek saperski przy moście w Tomaszowie-Brzostówce postawiono w stan gotowości. Z przeciwległego brzegu Pilicy nadciągała nierozpoznana kolumna zmechanizowana. Trzeba tutaj wspomnieć, że już 15 stycznia do miasta wdarły się radzieckie czołgi, które dopiero po kilkugodzinnym boju udało się odeprzeć. Zrozumiała staje się więc nerwowość saperów z Brzostówki... Nie starano się identyfikować intruzów. Gdy pierwszy pojazd wjechał na drewniany most, zdetonowano ładunki. Przęsło wraz z transporterem znikło pod lodem głębokiej w tym miejscu na ponad 2 metry rzeki. Szybko okazało się, że pechową jednostką był spory pododdział niemieckiej 19 Dywizji Pancernej, któremu w ten sposób odcięto drogę odwrotu na zachód. Kolejne pojazdy podejmowały próby przeprawy po lodzie lub forsowania w płytszych miejscach. Ile z tych usiłowań uwieńczono powodzeniem – nie wiemy. Dość, że w nurcie rzeki utknęły dziesiątki transporterów, samochodów ciężarowych a także pojedyncze czołgi. Gdy rozwidniło się, po żołnierzach niemieckich nie było już śladu. Okoliczna ludność natychmiast przystąpiła do „eksploatacji” porzuconych dóbr. Nieco później przyszedł czas na zbiórkę złomu do hut.

Rychło oczyszczono Pilicę z większych pozostałości wojennych. W kilku jednak przypadkach rzeka okazała się szybsza, jej bystry nurt podmywał ciężkie pojazdy, które grzęzły coraz głębiej w dnie. Wkrótce o całej sprawie zapomniano na długie lata. Kapryśna Pilica zaczęła jednak w latach osiemdziesiątych odsłaniać w niektórych miejscach elementy niemieckich pojazdów. O transporterze, który wiódł całą kolumnę i zatonął wraz z wysadzonym mostem, jakby zapomniano. Pan Andrzej Kobalczyk, miejscowy dziennikarz i inicjator poprzednich akcji dotarł do świadków którzy pamiętają, że tamtego styczniowego dnia widzieli sterczącą pod resztkami mostu antenę pojazdu. Nikt z nich nie przypominał sobie, aby wóz ten wydobywano po zakończeniu wojny, co pozwalało mieć nadzieję, że znajduje się tam nadal.

W 1995 legenda okazała się być prawdą. Tego właśnie roku w Brzostówce rozpoczęto budowę nowego mostu. Miał on zająć miejsce postawionej przez saperów przed wielu laty prowizorki. Podczas wbijania jednego z pali w dno rzeki kafar natrafił na przeszkodę nie do pokonania, ogromny świder wyrzucił na powierzchnię kawał pancernej blachy. Powstał problem – co dalej robić? Propozycje były różne – większość sprowadzała się do zniszczenia obiektu. Panu Andrzejowi udało się jednak przekonać wszystkich, aby obiekt potraktowano jako muzealny i wydobyto. Latem 1996 rozpoczęto prace, w których brali udział płetwonurkowie z sekcji ratownictwa wodnego przy K. W. Straży Pożarnej w Piotrkowie. Przez kilka dni wypłukiwano z twardego, żwirowego dna rzeki, pogrążony głęboko pojazd. Cały czas bystry nurt rzeki zasypywał i niweczył efekty pracy płetwonurków. Trzeba było osłonić pojazd specjalną zaporą z worków z piaskiem aby prace mogły posuwać się dalej. Po częściowym odsłonięciu transportera należało przygotować drogę wyjazdu na brzeg.
Po zakończeniu i tych prac nadszedł długo oczekiwany dzień: niemiecki pojazd po ponad 50 latach miał dokończyć feralną przeprawę przez Pilicę. Płetwonurkowie zaczepili liny za holowniczy hak pojazdu, a wojskowy ciągnik ewakuacyjny WZT zajął pozycję na brzegu. Nadeszła wreszcie chwila próby, tłumnie zgromadzeni mieszkańcy Tomaszowa oblegli most, z którego doskonale było widać całą akcję. Nie wszystko jednak poszło tak gładko. Najpierw pękła belka haka holowniczego i liny trzeba było przewlec przez osie kół podwozia. Napięto liny powoli i delikatnie. Siła przyssania do dna 9-cio tonowego wozu przekraczała około czterokrotnie jego ciężar. Po kilku godzinach (!) takiego naprężania lin pojazd drgnął i zaczął powoli odrywać się od dna rzeki. Cała akcja wydobywcza trwała około dwóch tygodni zanim cenny eksponat znalazł się na brzegu. Dopiero teraz można było dokładnie określić znalezisko. Był to niemiecki opancerzony transporter półgąsienicowy piechoty typu Sd.Kfz. 251 D w wersji dowodzenia i łączności. Zachował się w doskonałym stanie łącznie z kamuflażem bojowym i numerami taktycznymi. Od pierwszych niemal chwil rozpoczęły się też spory o dalsze losy wozu.
Po długich targach ustalono, że stanie się on własnością Tomaszowskiego Muzeum Regionalnego. Dzięki zabiegom pana Kobalczyka znalazły się fundusze i transporter ROSI (po polsku RÓŻYCZKA), bo taką nazwę miał wypisaną gotykiem na burcie, trafił do remontu do Wojskowych Zakładów Remontowych w Głownie. Zasobniki boczne transportera nie były otwierane od 1945 roku, a zawartość ich licząca około 2000 eksponatów poddana została gruntownej konserwacji. Zachowała się broń, umundurowanie, rzeczy osobiste załogi, wyposażenie pojazdu w tym komplet radiostacji itp. W transporterze znajdowało się wszystko, co było żołnierzom potrzebne do codziennego życia. Licząca najprawdopodobniej 7 osób załoga pojazdu nie tylko w nim walczyła, ale też mieszkała. Do ogrzewania oraz gotowania posiłków służył zamontowany wewnątrz żeliwny piecyk. Oprócz wojskowych menażek i manierek odnaleziono również „cywilne” garnki, patelnie i sztućce, być może zrabowane na terenie Polski.
Zachowała się również drewniana skrzynia prowiantowa zawierająca konserwy z mięsem, masłem oraz butelki z alkoholem. Z uzbrojenia pojazdu zachował się jeden karabin maszynowy MG-42 (z tkwiącym w komorze zamkowej odcinkiem taśmy z niewystrzelonymi nabojami) oraz karabin Mauser 98k. Przetrwał on w nadzwyczaj dobrym stanie z drewnianym łożem i skórzanym paskiem włącznie. W schowku wewnątrz pojazdu leżał bezodrzutowy granatnik przeciwpancerny Panzerfaust oraz kilka granatów. Niewypały te zostały zabrane przez saperów, którzy nadzorowali przeszukiwanie pojazdu. Największe zaciekawienie wzbudziły dokumenty, na podstawie których można było pokusić się o odtworzenie losów ROSI i jej załogi. Opierając się na numerze poczty polowej ustalono z pomocą archiwum we Freiburgu, że pojazd należał do 2 kompanii 19 batalionu łączności 19 Dywizji Pancernej.
Wyprodukowany około czerwca 1944 brał udział najpewniej w walkach odwrotowych na Białorusi, bitwie na przedpolach Warszawy-Pragi i w Powstaniu Warszawskim oraz w walkach pod Studziankami. W marcu 1997 rekonstrukcja pojazdu w Głownie dobiegła końca. Dokonano bezprecedensowego w skali światowej wyczynu ożywienia pojazdu, który 51 lat spędził na dnie rzeki. Większość podzespołów udało się uruchomić, dzięki czemu obecnie transporter jest w 99% oryginalny. Po remoncie i odtworzeniu kamuflażu bojowego odtransportowano wóz do Tomaszowa, gdzie dziś stanowi jeżdżący eksponat, jedyny tego rodzaju w Polsce i jeden z nielicznych na świecie. Możemy śmiało stwierdzić, że była to najlepiej zorganizowana i przeprowadzona akcja wydobywcza ciężkiego sprzętu bojowego na terenie Polski, która została doprowadzona aż do samego szczęśliwego końca, czyli uruchomienia pojazdu.

     
Infoman