STRONA GŁÓWNA
O NAS
KALENDARIUM
SŁOWNIK MIEJSCOWOŚCI
SŁOWNIK DLA KOLEKCJONERÓW
GRUBY ZWIERZ
POMORZE 1945
KONTAKT
zamek
POMORZE 1945    
Niszczyciele czołgów pod Gryfinem
Helmut Kleine

Przeciwuderzenie niszczycieli czołgów "Hetzer" z 1 kompanii 9 spadochronowego oddziału niszczycieli czołgów w rejonie Gryfina wspomina Helmut Kleine:
 "...Jedziemy dalej przez R. i przesieką wjeżdżamy w las. Czołgi na pełnej prędkości mkną ku szczytowi wzniesienia. Tylko z trudem utrzymujemy się na pancerzach. Rosjanie kładą ogień zaporowy. Na szczęście jesteśmy szybsi. Za nami rozlegają się potworne trzaski, ziemia potężnymi fontannami wzbija się w powietrze a odłamki gwiżdżą wokół nas. Lecz wybuchy słyszymy słabo ze względu na ryk pracujących na pełnych obrotach silników.
 Przed nami na zboczu zajmują stanowiska działa przeciwlotnicze kalibru 8.8 cm i 2 cm. W pobliżu wiatraka strzelają do nacierających rosyjskich czołgów. Krótko przed szczytem wzniesienia nasze "Hetzery" zatrzymują się. Zeskakujemy z pancerzy i rozwijamy się po dwóch żołnierzy z prawej i lewej strony pojazdów. Ziemia zamarznięta jest na około 5 centymetrów i nie do przerąbania przy pomocy saperki. Chowam się w koleinę po czołgowej gąsienicy szukając schronienia przed coraz silniejszym ostrzałem. Wiatrak zostaje trafiony, a jego skrzydła płoną.
 Działa przeciwlotnicze zostają trafione jedno po drugim i ich lufy mierzą pod różnymi kątami w niebo. Nieliczni z ich obsad, którzy przeżyli, uciekają do tyłu. Nasze "Hetzery" niszczą wiele czołgów przeciwnika. Nagle widzę rosyjskie działo przeciwpancerne "Ratschbumm" o konnym zaprzęgu na leżącym na naszej lewej flance przeciwległym wzgórzu zbliżające się drogą w wąwozie. Działo zostaje odprzodkowane, konie odprowadzone na tyły. Obsada zaraz potem otwiera ogień. Nasz czołg zostaje ostrzeżony przez radiostację "Gustav" i strzela wjednocześnie z rosyjskim działem. Oba trafiają! Działo przeciwpancerne znika w chmurze eksplozji, z której sypią się części. Jednakże nasze działo samobieżne otrzymuje trafienie w jarzmo armaty, lufa się cofa zakleszczając Oberfeldwebla Richau. Kolejne trafienie w silnik – prawdopodobnie z moździerza – powoduje zapalenie się pojazdu. Nasz dzielny Sanitätsgefreiter podrywa się usiłując wydostać z Oberfeldwebla, ale się nie udaje. Trzej pozostali członkowie załogi wydostają się, częściowo z ciężkimi poparzeniami. Oberfeldwebel Richau spłonął w czołgu!
 Jeden z "Hetzerów" podjeżdża do koleiny w której leżę tak, że lufa jest niemal nade mną, i strzela. Hałas jest tak straszliwy, że dopiero wieczorem słyszę cokolwiek na lewe ucho (stwierdzono później uszkodzenie bębenka). Obok zaczynają przebiegać uciekający żołnierze SS i strzelcy marynarki wojennej. Nasze ocalałe czołgi wycofują się, lecz jeden utknął w błocie i został porzucony przez załogę bez wysadzenia go. Wściekły ogień artylerii obrzuca pojazd błotem i odłamkami.
 W międzyczasie drugi strzelec karabinu maszynowego Manfred Stephan zostaje za mną ciężko ranny granatem moździerzowym. Naliczone później 23 przeboiny w skrzynkach amunicyjnych na lewo i prawo od jego głowy uratowały mu życie. Feldwebel Leimbach, Erhard Jentzsch, Sigurd Lupberger i ja wycofujemy się jako ostatni dając sobie wzajemnie osłonę ogniową. Uderzam kolanem w wystający kamień i zginam z bólu. Erhard Jentzsch, nasz młody dowódca drużyny, podbiega sądząc że jestem trafiony. Skokami, na ile możemy, posuwamy się w kierunku potoku, aby pod przepustem kolejowym znaleźć ukrycie. Feldwebel Leimbach podrywa się i biegnie tak szybko, jak tylko potrafi w jego kierunku. Teraz podrywa się Erhard. W tym samym momencie obok niego eksploduje granat moździerzowy. Prawe ramię Erharda leci dookoła ciała. Erhard bledne i wali się obok mnie na ziemię. Wciągam go na plecy i pełznę pod osłonę ugrzęźniętego pojazdu. Sigurd pomaga. Obok sterczy także ugrzęzły samochód sanitarny, lecz nic to nam nie daje.
 Obok mknie dwóch żołnierzy SS. Proszę ich o pomoc, ale tylko rzucają koc i biegną dalej. Kładę Erharda na koc i próbuję nieść, lecz daleko nie dochodzę. Ogień staje się coraz gwałtowniejszy, pierwsi Rosjanie pojawiają się na wzgórzu. Rozpinam bluzę polową Erharda i wpada mi w rękę odłamek, który mu wybił w piersi dziurę wielkości orzecha. Przeszedł przez ciało od tyłu. Erhard nie żyje! Bierzemy we dwóch MG-42, cztery skrzynki amunicji od Manfreda, karabin, pistolet maszynowy i Sturmgewehr (zgodnie z rozkazem Himmlera, by nic nie pozostawiać) i biegniemy w kierunku potoku.
 Nagła zamieć śnieżna ratuje nam życie. Skrzynki z amunicją pozostawiamy nad potokiem i brniemy pod osłoną brzegu w kierunku lasu. Na przesiece stoi gotowe do walki działo 8.8 cm i oczekuje nacierających otwartym polem radzieckich czołgów. Przez żandarmerię polową zostajemy skierowani na stanowiska wokół działa. Obok mnie pada na ziemię żołnierz, który otrzymał postrzał w kolano. Zabieram jego garłacz i następnie znikamy.
 Naprzeciw nas nadjeżdża "Hetzer". Zatrzymujemy go sądząc, że to nasz. Ale Oberst wojsk lądowych wygląda z włazu i zdrowo nas opieprza. Musimy przeskoczyć przez wzgórze będące pod ostrzałem artylerii przeciwpancernej. Przez niebezpieczne miejsce ciągnie "Hetzera" z uszkodzoną gąsienicą ciągnik ewakuacyjny. Skaczemy na ciągnącą się gąsienicę, biegniemy wzdłuż niej, skaczemy na pancerz i tak wydostajemy z niebezpiecznej strefy.
 Podążamy w kierunku R.-W. Przed R. przy zaporze przeciwpancernej zatrzymuje nas Hauptmann z Luftwaffe i dołącza do zebranego oddziału. Protestujemy, chcąc dołączyć do macierzystej jednostki. Sigurd uparcie biegnie do zapory przeciwpancernej. Hauptmann grozi pistoletem, lecz zanim jest w stanie strzelić, Sigurd jest już po drugiej stronie. Nagle na drogę i zaporę spada silny ogień moździerzy i broni ręcznej. Wykorzystując zamieszanie czołgam się rowem z powrotem, przebywam zaporę słysząc jak Hauptmann wściekle krzyczy.
 W punkcie opatrunkowym spotykam Sigurda. Rozglądamy się za Manfredem, lecz go nie ma. Następnie ruszamy drogą do wioski i spotykamy Hansa. Moje plecy to jedna krwawa, klejąca się miazga..."

 "...Zajmujemy stanowiska na skraju lasu. Pomiędzy nami znajdują się nasze czołgi. Przed południem Rosjanie atakują: T-34, "Shermany" z wielkokalibrowymi karabinami maszynowymi oraz działa samobieżne z desantem piechoty. Gdy otwieramy ogień, Rosjanie zeskakują z pojazdów i chowają się pod ich osłoną. Niektórzy leżą bez ruchu, prawdopodobnie trafieni. Czołgi jednak ruszją na nas i otwierają ogień ze wszystkich luf. Grube konary drzew sypią się nam na głowy. Stojący na lewo "Hetzer" otrzymuje trafienie w gąsienicę. W tym też momencie zostaje ranny dowódca kompanii. Na prawo płonie inny "Hetzer" po bezpośrednim trafieniu. Nadciągają spadochroniarze walczacy wcześniej w m. Banie i ostrzegają nas, byśmy opuścili stanowiska. Stanowią straż tylną, za którą ślad w ślad podążają Rosjanie. Wycofujemy się i spotykamy załogę trzeciego czołgu, który również został trafiony. Kompania porządkuje szyki i w kolumnach powoli wycofuje do lasu, Rosjanie idą za nami bardzo niechętnie. Na następnym skraju lasu okopujemy się ponownie. Na lewo od nas przebiega droga z zaporą przeciwpancerną. Tam nasi prześladowcy zostają zatrzymani. Rozstrzeliwują zaporę. Jeden z czołgów z podążającą grupą piechoty jedzie przez pagórek w naszym kierunku aby objechać przeszkodę. Leutnant Sigrist z czterema ludźmi, w tym też mną, mamy zaatakować i zniszczyć z boku przy pomocy Panzerfaustów zbliżający się T-34. Zbliżamy się w gęstym podszycie. Gdy jesteśmy już blisko, rozlega się rozkaz odwrotu. Jesteśmy zdenerwowani. Jakiś Feldwebel każe dać sobie osłonę ogniową, przygnieść do ziemi piechotę, wybiega na otwartą przestrzeń i odpala Panzerfaust, lecz nie trafia. Rosjanie są tak zaskoczeni, że otwierają chaotyczny ogień wtedy dopiero, gdy Feldwebel jest już w ukryciu..."

     
Infoman