STRONA GŁÓWNA
O NAS
KALENDARIUM
SŁOWNIK MIEJSCOWOŚCI
SŁOWNIK DLA KOLEKCJONERÓW
GRUBY ZWIERZ
POMORZE 1945
KONTAKT
zamek
POMORZE 1945    
Na przedpolach Szczecina
autor nieznany

Wspomina dowódca wozu w 6 kompanii 9 pułku pancernego 25 Dywizji Pancernej
"...16 marca rozpocząło się przygotowanie artyleryjskie natarcia ze wszystkich broni przeciwnika łącznie z nalotami 50 do 60 sztuk bombowców "Douglas". Było to najsilniejsze skupienie ognia, jakie przeżyłem dotychczas na froncie wschodnim. Ziemia przewracała się, to zostało mi tylko w pamięci. Nie można było zrozumieć ani słowa. Wokół naszej zamaskowanej ciężkiej broni i ukrytych czołgów ziemia była dosłownie zaorywana tak, że musieliśmy szukać sobie ciągle nowych stanowisk. Schowaliśmy natychmiast nasze dalmierze i czołgowe karabiny maszynowe gdy przyszedł rozkaz: "Zamknąć luki i odczekać!". Nasze opancerzenie doskonale wytrzymywało grad odłamków. Około 09.00 rano można było rozpoznać, że Sowieci przygotowują się przed pozycjami spadochroniarzy do ataku przy wsparciu wielu czołgów. Tak zameldował nam goniec, a my z kolei zaalarmowaliśmy nasz oddział i pułk przez radio. Nasz batalion i kompania były już w marszu, lecz ich podejście przeciągało się ze względu na znaczne zniszczenia dróg i terenu przez ogień rosyjskiej artylerii. Również trzymane nieco dalej odwody poniosły duże straty w sile żywej i sprzęcie. O godzinie 11.00 zamilkła artyleria wroga i broń ciężka rosyjskich jednostek zmotoryzowanych. Zapanowała u nas śmiertelna cisza. Przy stanowiskach czołgów, karabinów maszynowych i oczekujących ataku spadochroniarzach, jak również stanowiskach obserwatorów artyleryjskich w górę poszły rakiety: "Wróg atakuje!".
Toczyły się pierwsze rosyjskie T-34/85 i SU-85. W polu widzenia naszej zamaskowanej pozycji czekały własne czołgi. Z przodu nieprzyjacielskiej kolumny błysnęło raz lub dwa razy i dwa pierwsze czołgi rosyjskie stanęły w płomieniach. Obok pojawiło się 5 do 8 dalszych wozów i te zapaliły się niemal tak samo szybko. Taki los spotykał kolejne grupy sowieckich czołgów wchodzące do walki. Każdy strzał naszych armat czołgowych oznaczał trafienie. Nasi doświadczeni celowniczowie nie mogli przeoczyć tak doskonałych celów. Gdy po około 30 minutach walki ogniowej na prawo od nas wielka grupa T-34 próbowała obejść naszą pozycję ryglową, wystrzelaliśmy niemal całą amunicję nie zważając na troskliwie zachowywaną rezerwę. Za nami i obok nas zaszczekały dalsze czołgowe armaty. Do walki weszła reszta naszego oddziału, który zaatakował przeciwnika wspierając nasz zacięty bój. Podczas tych ciężkich walk 16 marca, trwających do wczesnego popołudnia nasz "Jagdpanzer IV" otrzymał sam wiele trafień, ale byliśmy w stanie do końca, aż ostatnie czołgi rosyjskie zawróciły, pozostać na pierwszej linii i walczyć. Nasi koledzy z kompanii zaopatrzeniowej 9 pułku pancernego dostarczyli nam dwu-trzykrotnie transporterami opancerzonymi obu drużyn pionierów naszego pułku nowe pociski przeciwpancerne, odłamkowe i amunicję do karabinów maszynowych już zataśmowaną. Dostarczyli to aż do naszych ukryć, za czołgi. Gdy rosyjska lawina pancerna odstąpiła w kierunku lasów wokół K. otrzymaliśmy bardzo mocne trafienie w układ napędowy od jednego T-34, który przerwał front i zaszedł nas od tyłu. Staliśmy na polu bitwy zasłanym wrakami czołgów bez możliwości poruszania się i musieliśmy czekać, aż nasi koledzy z drużyny ratowniczej ewakuowali nasz czołg i odtransportowali na drugi brzeg Odry do wysuniętego punktu napraw 9 kompanii warsztatowej 9 pułku pancernego w rejonie mostu Autostrady. Przy naszych tyłach w K. spotkaliśmy szefa 6 kompanii 9 pułku pancernego Oberfeldwebla Bernhardta, który zabrał mnie z powrotem do pułku. Znaleźliśmy stanowisko dowodzenia 9 pułku pancernego w P. w bezpiecznych pomieszczeniach piwnicznych podziemnej piekarni. Tam zameldowałem się u Oberstleutnanta dr Zahna, któremu musiałem zdać dokładną relację ustną. Wysłął mnie on potem z koniecznym zaopatrzeniem jeszcze raz do przodu do walczącej drużyny naszego II batalionu. Wróciliśmy później w rejon stacji kolejowej S., gdzie oprócz naszych warsztatów stacjonowała 2 kompania zaopatrzeniowa Oberleutnanta Schmidta..."


Ginie dowódca 10 pułku pancernego SS, SS-Obersturmbannführer Otto Paetsch. Pułk przejmuje dowódca I oddziału, SS-Sturmbannführer Tetsch. Tego też dnia ginie dowódca 24 pułku grenadierów pancernych SS "Danmark", SS-Obersturmbannführer Krügel, w przeciwuderzeniu pod Dąbiem. Linia frontu ściśnięta zostaje na niewielki przyczółek obejmujący jedynie Zdroje i Dąbie.


Na styku 1 Dywizji Strzelców Marynarki Wojennej i Dywizji Pancernej "Schlesien" znajduje się Leutnant Köhler z działami 3 baterii 210 Brygady Dział Szturmowych gdy Rosjanie zaatakowali grupą 18 czołgów "Sherman". Działa szturmowe otworzyły ogień. W kilka minut zniszczono 11 nieprzyjacielskich maszyn. Później liczba ta wzrosła do 15, które zamarły lub płonęły na pobojowisku. Niedobitki zawróciły. Radziecka piechota zaległa. Leutnant Köhler ponownie uformował swój pododdział. Tylko na jego konto zapisano sześć zniszczonych maszyn. Po południu do tej niewielkiej grupy bojowej dołączył jeszcze Hauptmann Vinçon. Usadowił on swoje działo szturmowe na drodze biegnącej wąwozem. Przed obserwacją z powietrza zabezpieczało wóz owocowe drzewo. Nagle w gałęziach eksplodował granat. Hauptmann Vinçon odniósł ciężką ranę od odłamka. Rozkazano przewieźć go na główny punkt opatrunkowy gdzie następnego dnia zmarł.

"...19 marca na rozkaz adiutanta 9 pułku pancernego Hauptmanna Hirscha przejąłem T-IV z naszego batalionu, którego dowódca, mój stary przyjaciel, Feldwebel Heinz Vogelpol, wcześniej w 2 kompanii 1 pułku pancernego, został zabrany na punkt opatrunkowy ze względu na ciężkie ranienie odłamkiem granatu. Zabezpieczałem później, wraz z szefem naszej kompanii, Oberleutnantem Müllerem wjazd na most kolejowy w m. Podjuchy. W m. Zdroje otrzymałem później przy rosyjskim ataku 19 marca rano trafienie od ciężkiego rosyjskiego działa przeciwpancernego. Ciężko rannego wyciągnął mnie z płonącego wozu, również ranny działonowy i przeniósł wraz z radiotelegrafistą w bezpieczne miejsce i do punktu opatrunkowego. Działonowy, Unteroffizier Beutel ze Szwabii trafił do nas z 202 pułku pancernego w Amiens. Potem przewieziono mnie do punktu zbiorczego 87 kompanii sanitarnej i dalej do lazaretu polowego na północ od Eberswalde..."

     
Infoman